niedziela, 7 maja 2017

Epilog

Spóźniony pociąg wjechał powoli na Rzeszowski dworzec. Bartek nerwowo spojrzał na zegarek. Godzina opóźnienia. Jeśli się nie pospieszą, przypadnie im kolacja. Po raz setny tego popołudnia chuchnął w dłonie i potarł je gwałtownie. Polska zima wszystkim dawała się we znaki, a on znowu zapomniał rękawiczek.
Drzwi wagonów otworzyły się z charakterystycznym sykiem, a na peron wydało się morze ludzi. Leman jednak nie bardzo się nimi interesował. Wiedział, że osoba, której szuka, zawsze wychodzi ostatnia.
I w końcu się pojawiła. W przydługim płaszczu, kolorowym szalikiem luźno owiniętym wokół szyi, melancholijnym krokiem zeszła że schowków. A dokładniej prawie zeszła, bo potknęła się o próg i pewnie zaliczyłaby nieprzyjemne spotkanie z ziemią, gdyby nie Bartek, który już był obok i pochylił ją w swoje ramiona.  
– Znów mnie ratujesz? – zaśmiała się, kiedy w końcu postawił ją na twardym gruncie.
– Taki już mam zwyczaj – uśmiechnął się szeroko. – Jak minęła podróż?
– Dobrze– wzruszyła ramionami. – Wiesz, jak strasznie się za tobą stęskniłam? – szepnęła, unosząc dłoń i delikatnie przesuwając opuszkiem palca po policzku ukochanego.
– Ja też. Na szczęście teraz już żadna dłuższą rozłąka nas nie czeka – pocałował ją czule. – Mamy jakieś plany na wieczór?
– Co powiesz na kolacje w małej, przytulnej restauracyjce?
– Z wielką chęcią. A co potem?
A potem? Gdy wrócili do domu, on zamknął ją w szczelnym uścisku i namiętnie wbił się w jej usta, a ona mogła tylko oddać pocałunek, kontuzjami palców muskał jego plecy. Za nim się obejrzeli, wylądowali w sypialni. Ich ciała płynęły od wzajemnego pożądania, stęsknili się za podniecającym dotykiem drugiej osoby. Przez kolejne kilka godzin na nowo poznawali siebie i udowadniali, że mimo długiej rozłąki nadal są dla siebie stworzeni.
I że nadal się kochają.
***
Ostatnia piłka czwartego seta spadła po stronie Rzeszowa. Na tablicy wyników wyświetliło się czerwone 2:2. Podpromie zamarło. To był koniec. Jastrzębie właśnie wygrało brązowy medal. Resovia została z niczym. Bartek stał w kwadracie dla rezerwowych i pustym wzrokiem wpatrywał się w boisko. Nie docierało do niego to, o się właśnie stało. Pierwszy medal Plus Ligi przeszedł mu koło nosa. Miał ochotę się popłakać. Czuł się trochę, jak mały chłopiec, któremu powiedziano, że gwiazdki nie będzie.
Tie-breaka już nawet nie pamiętał. Tak naprawdę to w ogóle niewiele pamiętał. Ktoś coś mówił, ktoś o coś pytał. Nic ważnego, nic szczególnego.
Działał niczym robot jeszcze przez jakiś czas. Dopiero kiedy wrócili do mieszkania, usiadł spokojnie w salonie i spróbował wszystko przemyśleć.
– Bartek, skarbie…
Podniósł powoli wzrok. W drzwiach stała zaniepokojona Laura. Nadal miała na sobie koszulkę z jego nazwiskiem, a w rękach trzymała dwa kubki gorącej herbaty.
– Przegraliśmy – wychrypiał słabym głosem. – Naprawdę przegraliśmy.
Odłożyła herbatę, usiadła obok i chwyciła mocno jego dłonie. Patrzyła prosto w jego oczy i zupełnie nic nie mówiła, jakby nie potrafiła znaleźć słów pocieszenia.
Ale on nie potrzebował pocieszenia. Potrzebował tylko, by ktoś był przy nim.
Ona była.
Przytulił mocno dziewczynę, chowając twarz w jej włosach. Po jego policzkach spłynęły pojedyncze łzy rozczarowania, a ona tylko czule głaskała go po plecach.
Tyle wystarczyło. Uspokoił się odetchnął.
– Dziękuję – wyszeptał, całując ją w czoło.
– Nie musisz – uśmiechnęła się delikatnie. – Po to jestem, prawda? – odgarnęła za ucho zabłąkany kosmyk włosów.
W powietrzu błysnął pierścionek zaręczynowy.
– Niedługo minie rok odkąd ci się oświadczyłem – mruknął, chwytając jej dłoń i uważnie przyglądając się pierścionkowi.
– I?
– Co powiesz na wrzesień? Zaraz po mistrzostwach Europy? Będzie jeszcze ciepło,
– Ale o czym ty mówisz?
– O naszym ślubie. Chyba powinniśmy już zacząć o tym myśleć. Minął rok i nadal ze sobą jesteśmy. Od kilku miesięcy razem mieszkamy i się nie pozabijaliśmy, choć wielu mówiło, ze tak będzie. Czuję, że jesteśmy na to gotowi.
Spojrzała na niego zszokowana. Totalnie ją zamurowało, nie miała pojęcia, co powiedzieć.
Jednak po chwili uśmiechnęła się szeroko i pocałowała czule ukochanego.
– Wiesz co – wtuliła się w jego tors – myślę, że wrzesień będzie idealny.

I był. Kilka miesięcy później, w czasie skromnej ceremonii tylko dla najbliższych, powiedzieli sobie tak. Wcześniej wiele razy usłyszeli, że się pospieszyli, że to za wcześnie, że są jeszcze młodzi i tego pożałują.
Może i byli młodzi.
Może i byli głupi.
Ale się kochali.
I to było najważniejsze.
***
Bartek wszedł powoli do mieszkania i cicho zamknął za sobą drzwi. Starając się nie wydać choćby najcichszego dźwięku, otrzepał buty z kwietniowej papki, którą ktoś podobno nazwał śniegiem, a która nadal twardo trzymała się na ulicach.
– Wróciłeś już.
W  holu zapaliło się światło i w tym momencie siatkarz mógł dostrzec swoją ukochaną żonę, stojącą w przejściu z skrzyżowanymi na piersi rękami i dziwnie tajemniczym uśmiechem.
– Dlaczego nie śpisz? – zapytał, podchodząc bliżej i czule całując dziewczynę w czoło. – Mówiłem, że wrócę późno.
– Wiem – wzruszyła ramionami. – Ale ja musiałam na ciebie poczekać. Wiesz, mam dla ciebie mały prezent.
– Prezent? O Boziu… mamy dzisiaj jakąś rocznicę, o której ja zapomniałem, prawda?
– Nie, to nie to! – Laura roześmiał się głośno. – Zaczekaj sekundę – zniknęła na chwilę w jednym z pokoi, by po chwili wrócić z małą, czerwoną paczuszką.
– Byłam dzisiaj w galerii i takie coś rzuciło mi się w oczy na wyspie Resovii – powiedziała, wręczając mężowi podarunek.
Ostrożnie rozwinął papier. Gdy zobaczył, co jest w środku, jeszcze bardziej zbaraniał.
– Wiem, że niektóre serwisy zawyżają mój wzrost, ale tak mały jeszcze nie jestem – mruknął, oglądają malutką, zawodniczą koszulkę, która bez problemu pasowałaby na lalkę.
– To nie dla ciebie, głuptoku – zaśmiała się Laura.
– Nie dla mnie…? – jego mózg powoli zaczął łączyć fakty. Jeszcze raz spojrzał na bluzeczkę.
A potem na Laurę.
I załapał o co chodzi.
– Czy to jest to o czym myślę?
– Zależy o czym myślisz.
– Jesteś w…
– Tak, skarbie. Jestem w ciąży.
Zamarł. Przez dokładnie trzy sekundy docierało do niego, co właśnie usłyszał.
– Naprawdę?
– Naprawdę. Będziesz tatą.
Nie wierzył w swoje szczęście, nadal próbował przetworzyć to, co usłyszał.
Laura jest w ciąży.
Zostaną rodzicami.
W ich życiu pojawi się mała kruszynka, która będzie owocem ich miłości.
Porwał swoją ukochaną żonę w ramiona i okręcił wokół siebie, śmiejąc się głośno. Był zdecydowanie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. W tamtym momencie nie obchodziło go, że ma tylko dwadzieścia trzy lata, a większość ludzi stwierdzi, że jest zdecydowanie za młody, by być ojcem.
Owszem może i był młody.
Owszem może i był głupi.
Ale kochał to maleństwo cały sercem.
A to było najważniejsze.
***
Jak szalony wpadł na szpitalny korytarz. Drogę z Radomia do Rzeszowa pokonał z prędkością nadświetlną, modląc się w duchu by zdążyć na czas.
– I co? – naskoczyła na starszą pielęgniarkę, która akurat wyszła z jednego z pomieszczeń.
– Pan jest…?
– Bartłomiej Lemański, moja żona…
– A, to pan! – kobieta uśmiechnęła się krzywo. – Trochę się pan spóźnił, skończyło się dosłownie pięć minut temu.
Leman przeklną pod nosem.
– Ale wszystko w porządku, tak?
– Jak najbardziej – prychnęła pielęgniarka. – Proszę tak tu nie stać, tylko wejść do środka. Córka już na pana czeka.
– Córka…
Kobieta przewróciła oczami, a potem skinięciem głowy wskazała na drzwi do sali.
Siatkarz przeszedł przez nie na drżących nogach. W środku, na wąskim łóżku, leżała zmęczona Laura. Włosy miała w nieładzie, a twarz bladą i pokrytą kropelkami potu, jednak uśmiechała się do malutkiego, różowego zawiniątka, które położono obok niej.
– Już jesteś – szepnęła na widok chłopaka.
– Próbowałem przyjechać szybciej, ale…
– To nie ważne. Dobrze, że w ogóle przyjechałeś.
– Przecież nie mogło mnie tu nie być – uśmiechnął się szeroko, a potem podszedł bliżej i powoli usiadł na chybotliwym krzesełku.
I w tym momencie zamarł. Jego wzrok spoczął na malutkim noworodku, owiniętym w różowy kocyk, który spał wtulony w ramię dziewczyny.
– To ona?
– Tak, kochanie. To nasza mała córeczka.
– Mogę ją przytulić, prawda?
– Oczywiście.
Ostrożnie, bojąc się, że każdym gwałtowniejszym ruchem zrobi dziewczynce krzywdę, wziął małą na ręce i przytulił delikatnie. Nie mógł się na nią napatrzeć, była taka maleńka, drobna, krucha niczym porcelanowa laleczka.
– Jest piękna – wyszeptał, nadal niedowierzając w to co widzi.
– Wiem – Laura uśmiechnęła się delikatnie – Wiem też, że nadal nie mamy imienia.
– Zaraz! – przypomniał coś sobie nagle. – Wymyśliłem je przecież! W pociągu! Zapisałem nawet na karteczce…
– Ale ją zgubiłeś?
– Nie, tylko gdzieś schowałem…
Dziewczyna prychnęła śmiechem, a potem po prostu sięgnęła do kieszeni kurtki męża i wyjęła z niej małą, żółtą karteczkę.
– Hania – przeczytała głośno. – Ładnie.
– Czyli podoba ci się?
– Pewnie.
– Czyli Hania Lemańska – jeszcze raz spojrzał na córeczkę, a potem na żonę.
I wtedy zrozumiał.

Właśnie wypełniło się ich szczęśliwe zakończenie.


A więc to koniec tej historii. Jestem z niej całkiem zadowolona i choć planowałam trochę inne zakończenie, to i tak wyjątkowo szła zgodnie z pierwszym planem. Była moją pierwszą historią opartą wyłącznie na romantycznym wątku, eksperymentem, który chyba wyszedł całkiem nieźle. 
Z Bartkiem i Laurą bardzo się związałam, ale raczej nie planuję kontynuować ich historii. Może kiedyś ją odkurzę, ale jest to raczej mało prawdopodobne. 
Chcę podziękować wszystkim tym, którzy przez cały ten czas ( prawie rok!) czytali tego bloga. W szczególności dziękuję za wszystkie komentarze, dodające mi otuchy wtedy, kiedy miałam pisania po prostu dość. 
Jak zwykle na zakończenie proszę o kilka słów od was. Zapraszam także na moje pozostałe blogi ( mój profil), jeśli oczywiście nie macie mnie jeszcze dość. 
Za jakiś czas powinna pojawić się też nowa historia z niespodziewanym duetem francusko - serbskim w roli głównej ( kto zgadnie, jakich siatkarzy mam na myśli dostanie naleśniki z nutellą!)
Pozdrawiam i jeszcze raz proszę o kilka słów od was.
Pozdrawiam 
Violin

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Kod 19

– Czy ty po tę czekoladę poleciałeś do Szwajcarii?! – zdenerwowała się Rachel, kiedy po prawie godzinie nieobecności, Bartek w końcu łaskawie wrócił do szpitala.
– Przepraszam, musiałem się przejść – mruknął, podając dziewczynie siatkę z zakupami. – Co z Laurą?
– Zaraz powinni kończyć. Na razie nie mieliśmy żadnych informacji, więc chyba wszystko idzie dobrze pan Wasilewski uśmiechnął się pokrzepiająco.
– Ja mam inne pytanie – przerwała im Julka. – Wyjaśnisz mi, co to jest? – wyjęła z siatki niewielki, fioletowy woreczek.
Leman zamarł. Zupełnie zapomniał, że w pośpiechu wrzucił pierścionek do pozostałych zakupów, b nie miał, gdzie go schować.
„ Idiota, mogłeś go zgubić” – skarcił sam siebie.
– Jeśli to narkotyki, to lepiej przyznaj się teraz, będziemy mieli więcej czasu żeby pozbyć się twojego ciała, za nim Laura się obudzi – pouczył go Tomek.
– To nie narkotyki tylko… pierścionek – siatkarz z zakłopotaniem podrapał się po głowie.
– Pierścionek? – drugi chłopak uniósł pytająco brew. – Że niby zaręczynowy?
– No tak jakby…
– Chłopcze, czy ja dobrze słyszę? – starszy mężczyzna wstał gwałtownie. – Rozumiem, że kochasz moją córkę, ale nie uważasz, że to lekka przesada?
– Laura to może i wariatka, ale prawdopodobieństwo, że się tak szybko zgodzi jest niewielkie – stwierdziła Rachel.
– Tak naprawdę, to już się zgodziła – mruknął.
– Że niby co proszę?! – szczęka dziewczyny zaliczyła bliski kontakt z podłogą. – Powiedz, że żartujesz.
– Nie, nie żartuję. Co prawda to bardzo odległe plany, ale tak, zgodziła się za mnie wyjść w przyszłości.
– A myślałam, że to ja jestem szalona.
– Nie, ty jesteś po prostu psychiczna – prychnął Tomek. – Czyli żebym dobrze zrozumiał – oświadczyłeś się Laurze, a ona się zgodziła, mimo że jesteście ze sobą od marca, a znacie się nieco ponad trzy miesiące?!
– A może ona jest w…
– Nie, nie jest! – zaprzeczył gwałtownie środkowy. – Tak jakoś po prostu wyszło – rozłożył bezradnie ręce. – Wiem, że to brzmi zupełnie irracjonalnie, ale to chyba… chyba było nam potrzebne. Obojgu. Może trochę się pospieszyliśmy, ale na razie to tylko zaręczyny. Nie pobierzemy się wcześniej niż za rok.
– I to ma nas niby uspokoić? – prychnęła Julia.
– No…
W tym momencie w korytarzu pojawił się lekarz, który operował Laurę. Na jego widok cała czwórka zamarła gwałtownie. Przez dobre kilka minut nikt nie odważył się odezwać, jakby bojąc się, jaką informacją usłyszy.
– Co z nią? – zapytał w końcu pan Wasilewski.
– Na razie wszystko w porządku – doktor uśmiechnął się szeroko, a pozostali odetchnęli z ulgą. – Operacja przebiegła książkowo, wyniki badań są prawidłowe i teraz trzeba tylko czekać, aż pacjentka się wybudzi.
– To znaczy, że Laura będzie żyć? – Bartek popatrzył z nadzieją na profesora.
– Stuprocentowej pewności nie mamy, bo jeszcze nie wiemy, jak jej organizm zareaguje na zmiany. Jednak jesteśmy już bliżej niż dalej i jeśli w ciągu najbliższych trzech godzin nie umrze, to prawdopodobieństwo zgonu spadnie z  pięćdziesięciu do pięciu procent.
– Czyli nie jest źle?
–  Dokładnie.
– Możemy ją zobaczyć?
– Nie osobiście. Po takiej operacji organizm jest bardzo słaby, więc bez problemu mogło by się wdać jakieś zakażenie.
– Skoro nie osobiście, to jak?
– Przez słynną szybę.
***
Laura może i żyła, ale wyglądała jak trup. Była blada, miała sine usta, a kiedy oddychała, jej klatka piersiowa ledwie się unosiła. Bartkowi przypominała trochę jedną z tych porcelanowych laleczek, które wystarczy upuścić, by rozbiły się na kawałeczki.
– Bywało gorzej – mruknął pan Wasilewski, stając obok chłopaka.
– Gorzej? – siatkarz spojrzał na niego z przerażeniem. – Ja już mam wrażenie, że zaraz umrze.
– Był taki jeden momentem, gdy była małym dzieckiem, że jeszcze nie zdiagnozowali jej wady. Któregoś dnia po prostu jej serce przestało na chwilę bić. Trzy razy coś próbowało przeciągnąć ją na tamtą stronę, ale ona nie pozwoliła na to. Miała pięć lat.
– Teraz też sobie poradzi, prawda?
– Musi. Wiesz co, chłopcze – na początku nie byłem przekonany do waszej znajomości. Ale kiedy zobaczyłem, jak uspokajasz Laurę, zrozumiałem, że i tak mam farta, bo moja córka wybrała dobrego mężczyznę. Niezależnie od tego, co się stanie, wiedz, że macie moje błogosławieństwo.
– W tym momencie akurat się przyda – mruknął pod nosem Leman.
***
Ciemność zniknęła nagle. Laura otworzyła gwałtownie oczy, a ostre światło szpitalnych lamp podrażniło jej siatkówka. Czuła suchość w gardle, a klatka piersiowa pulsowała nienaturalnym bólem. Miała wrażenie, że ktoś położył na niej przynajmniej półtonowy samochód, jak nie olbrzymi samolot.
– Dobry wieczór, jak się pani czuje? – do pomieszczenia wszedł uśmiechnięty lekarz.
Dziewczyna przez dłuższą chwilę zbierała siły, by cokolwiek powiedzieć.
– Jakby przejechał mnie traktor – wycharczało w końcu, czując irytującą suchość w gardle.  
– Spokojnie, to w końcu minie. Na razie jednak mam bardzo dobrą informację. Wychodzi na to, że operacja się powiodła i będzie pani żyła.
– Normalnie?
– W dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach. Odpada zawodowe pilotowanie, częste przejażdżki kolejką górską i będzie pani piszczała na bramkach na lotnisku.
– Jakoś to przeżyję – uśmiechnęła się słabo.
– Czuje się pani na siłach, by przyjąć gości? Bo za godzinę mija czas odwiedzin, a przed salą czeka parę osób, które, jeśli ich nie wpuszczę, to urwą mi głowę. Wszyscy na raz nie wejdą…
– Ale po kolei może ich pan wpuszczać – dokończyła za lekarza. – Jak się nie zgodzę, to mój los też będzie marny.
***
Bartek niepewnie wszedł do pomieszczenia, a leżąca na łóżku Laura uśmiechnęła się słabo.
– Jak się czujesz? – zapytał, siadając na chwiejnym taborecie.
– Jesteś już trzecią osobą dzisiaj, która mnie o to pyta – szepnęła. – Zaraz po lekarzu i moim ojcu. Na razie czuję się, jakby przepuszczono mnie przez sokowirówkę, ale lekarze twierdzą, że po tym wszystkim to normalne, a wyniki badań są dobre, więc będę żyć.
– To dobrze – siatkarz delikatnie chwycił jej dłoń i czule przejechał po jej wewnętrznej stronie. – Mam dla ciebie prezent, wiesz? Nieduży, ale mam nadzieję, że ci się spodoba – otworzył swoją drugą dłoń, w której trzymał purpurowe pudełeczko.  W oczach dziewczyny pojawił się błysk podekscytowania.
– Czy to jest, o czym myślę?
– Sama zobacz.
Powoli uchyliła wieczko, a pierścionek zaręczynowy błysnął w świetle zaręczynowych lamp.  Laura wpatrywała się w niego, jak zaczarowana.
– Bartek…  Nie wiem, co powiedzieć… – wychrypiała. W jej oczach pojawiły się łzy, ramiona zaczęły drżeć.
Chłopak momentalnie znalazł się obok i starając się nie uszkodzić żadnego urządzenia, mocno przytulił dziewczynę.
– Hej, spokojnie, nie możesz się teraz denerwować – czule pocałował ją w czoło.
– Ja się nie denerwuję, tylko… dlaczego? Dlaczego teraz?
– Trochę, jak w bajce, która kończy się ślubem. Szczęśliwe zakończenie zawsze poprzedzone jest oświadczynami. Książkowymi oświadczynami – wyjął pudełeczko z rąk skrzypaczki po czym wiedziony jakąś niepojętą siłą, uklęknął obok łóżka. – Lauro Wasilewska, zapytam kolejny raz, ale porządnie – Wyjdziesz za mnie?
– A ja jeszcze raz, porządnie, powtórzę swoją odpowiedź – uśmiechnęła się. – Tak, wyjdę.
Wsunął pierścionek na jej palec, a ten znów delikatnie zabłysnął. Siatkarz podniósł się powoli, a potem usiadł obok ukochanej i pocałował ją namiętnie.
– Wiesz, że cię kocham, prawda? – wyszeptał.
– Wiem – teraz to ona musnęła jego usta. – Czyli, że nasz plan nadal jest aktualny? Ty zaczynasz sezon w Rzeszowie, ja zdrowieje, składam odpowiednie dokumenty i w styczniu przenoszę się do ciebie?
– Tak, dokładnie.
– Wiesz, kiedy byłam nieprzytomna, miałam sen. I widziałem je, widziałam je dokładnie.
– Ale co?
– Nasze szczęśliwe zakończenie.
– I jakie było?
– Było piękne. Było przepiękne, kochanie. Przepiękne. 


Właśnie przeczytaliście ostatni rozdział tego opowiadania. Nie jest on jakiś niesamowity, ale spokojny i normalny, taki, jak zakończenie tej historii. Teraz jeszcze epilog i na jakiś czas zamykam przygody Laury i Bartka. Co będzie potem? Zobaczymy, muszę się zastanowić, ale odpowiedź podam wam pod epilogiem. 
Napiszcie w komentarzach, co myślicie o powyższym rozdziale. 
Pozdrawiam i zapraszam na pozostałe blogi. 
Violin

środa, 12 kwietnia 2017

Kod 18

Czas płynął zdecydowanie za wolno. Bartek chodził w kółko po szpitalnym korytarzu, co chwile nerwowo spoglądając na zegarek. Minęły już dobre dwie godziny od czasu, gdy wwieźli Laurę na salę, a oni nadal nie mieli żadnych informacji o jej stanie.
– Długo jeszcze? – zapytał w końcu, siedzącego w korytarzu ojca dziewczyny.
– Operacje serca trwają zwykle kilka godzin, musisz wytrzymać – wzruszył ramionami mężczyzna, ale widać było, że jest równie zdenerwowany, co chłopak. – Może poszedłbyś kupić nam coś do jedzeni? Ty odetchniesz świeżym powietrzem, a my nie umrzemy z głodu.
– Nie wiem, czy to dobry pomysł…
– Nie marudź! – wtrąciła się Rachel. – Idź, kup dużo czekolady i ciastek, a potem możemy dyskutować.
– Ale…
– Wypad i to już!
Bartek nie śmiał już protestować, zresztą musiał przyznać, że powinien zmienić otoczenie, bo inaczej zwariuje.
Gdy wyszedł ze szpitala Warszawa wydała mu się jeszcze bardziej ponura niż zwykle. Szedł przed siebie ze spuszczoną głową, rękami schowanymi w kieszeni i palcami zaciśniętymi na komórce, tak na wszelki wypadek. Zupełnie nie zwracał uwagi na to, co się dzieję wokół niego, myślami cały czas był przy tej drobnej dziewczynie, którą tak strasznie kochał.
Zakupił co trzeba, ale kiedy wyszedł ze sklepu, poczuł się dziwnie zmęczony, nie chciał jeszcze wracać do szpitala, do tej atmosfery napięcia i niepokoju. Musiał odetchnąć, pomyśleć spokojnie, zastanowić się nad sytuacją.
Nogi niosły go same, w sobie tylko znanym kierunku. Nie myślał o tym, gdzie idzie, ani po co, po prostu szedł. Otrząsnął się dopiero wtedy, kiedy stanął przed niedużym sklepem jubilerskim.
Zmarszczył brwi. Dlaczego przyszedł akurat tutaj, co to miało znaczyć?
Niepewnie pchnął drzwi i wszedł do środka. Zabrzmiał dzwonek, a zza lady wyłonił się uśmiechnięty staruszek.
– Witaj, chłopcze, co cię do mnie sprowadza? – zapytał.
– Ja… tylko się rozglądam – mruknął Leman.
– Na pewno? Nie wyglądasz na kogoś, kto tylko się rozgląda, raczej jesteś człowiekiem, który sam nie wie, co tu robi.
– Chyba ma pan racje. To ja już może pójdę… – siatkarz już chciał się odwrócić, ale sprzedawca zatrzymał go.
– Czyżby chodziło o dziewczynę?
– Skąd pan wiedział?
– Mam swoje lata, trochę już widziałem – uśmiechnął się chytrze. – Podejdź tu do mnie, możliwe, że mam coś dla ciebie.
Bartek powoli podszedł do głównej lady, a wtedy mężczyzna wyjął spod blatu nieduże pudełko.
– Widzę, że nie chodzi tylko o zwykły prezent, to coś poważniejszego. Bardzo ja kochasz? – zapytał.
– Bardzo. Strasznie ją kocham – odpowiedział bez wahania.
– Może czas zrobić kolejny krok – sprzedawca otworzył pudełko, a świetle jubilerskich lamp zabłysło kilka delikatnych pierścionków. – Nadają się na pierścionki zaręczynowe?
Siatkarz przełknął głośno ślinę i ostrożnie przyjrzał się biżuterii.
– Ja… chciałbym żeby tak było – westchnął.
– Czemu tak mówisz, czyżbyś nie był pewny jej odpowiedzi?
– Jestem jej pewny, bo już zadałem to pytanie. Zgodziła się, choć to było pod wpływem chwili. I nie miałem pierścionka.
– Teraz możesz mieć, więc w czym problem?
– Wszystko może szlak trafić, w ciągu następnych kilku godzin! I to nie z naszej winy!
– Wiesz, coś ci powiem, chłopcze – jubiler pochylił się nad blatem i spojrzał na chłopaka zza okularów połówek. – Nigdy nie możesz być niczego pewien. Możesz tylko planować i mieć nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. Ale musisz coś robić, coś, co podpowiada ci serce. Patrz na pozytywne rozwiązanie, nie na smutne zakończenie.
– Myśli pan, że się ucieszy? Nie za szybko?
– Skoro już się zgodziła, to pierścionek nie wiele zmieni, a może ja tylko ucieszyć, wszystko będzie prawidłowo, jak zwyczaj nakazał.
– No nie wiem… – Bartek nadal nie był przekonany do tego pomysłu, nadal nie wiedział, czy w obecnej sytuacji tak ruch jest odpowiedni, czy nie jest to spontaniczne działanie pod wpływem uczuć.
”Ale Laura zawsze działa pod wpływem uczuć” – pomyślał.
W tym momencie zauważył, że jeden z pierścionków różni się od innych. Zamiast białych diamentów, w różnych kształtach, jego był blado fioletowy i idealnie komponował się z srebrną obrączką. Był inny, wyjątkowy, wyróżniał się spośród tłumu.
Tak, jak Laura.
Wiedział już, co ma robić nie wahał się więcej, tylko po prostu kupił pierścionek, cały czas mając przed oczami uśmiech ukochanej.
– Pamiętaj żeby zawsze myśleć o szczęśliwym zakończeniu – powiedział na pożegnanie sprzedawca. Bartek uśmiechnął się do niego szeroko, a potem pożegnał się szybko i opuścił sklep.
Znów znalazł się w szarej, pesymistycznej rzeczywistości.
– Myśl o pozytywnym zakończeniu – powtórzył.
I nagle Warszawa stała się bardziej kolorowa.
***
Laura lubiła śnić. Sny przenosiły ją w kolorowy, nierzeczywisty świat, pełen marzeń i tworów wyobraźni.
Ale teraz było inaczej. Zamiast obrazów, widziała tylko ciemność, duszącą czerń. Unosiła się w niej zupełnie sama, jakby tylko ona była w całkowitej pustce.
Nie lubiła samotności, bała się jej.
Przymknęła nerwowo oczy, zacisnęła pięści. Chciała wybudzić się z tego koszmaru, znów znaleźć się wśród rodziny i przyjaciół. Nie mogła jednak poradzić sobie z ciemnością, która z każdą kolejną sekundą przytłaczał ją jeszcze bardziej.
Nagle jednak, tuż przed nią, zaczęła wyłaniać się jakaś postać. Robiła się coraz wyraźniejsza, a Laura mogła rozpoznać jej rysy twarzy, chytry uśmiech, niezrównoważony błysk w oku.
Znała ten błysk, miała taki sam.
– Mama…
– Cześć, skarbie – kobieta uśmiechnęła się szeroko. – Jednak znowu się spotykamy.
– Co ty tu robisz? – zapytała zszokowana Laura. – Już umarłam?
– Nie, ci na ziemi będą musieli się jeszcze z tobą chwilę pomęczyć – roześmiała się. – A przynajmniej tak mi się wydaję.
– Więc, dlaczego cię widzę? Nie śniłaś mi się już od wielu lat.
– A tak jakoś wpadłam przelotem – wzruszyła ramionami. – Dobra, żartuję, oczywiście, że mam zadanie. Muszę ci coś pokazać. Wiesz, taka mała wycieczka w czasie, jak w tych filmach, które oglądałyśmy, gdy byłaś mała.
– Pokażesz mi moją przyszłość?
– Zobaczysz – wyciągnęła dłoń w kierunku córki. Dziewczyna chwyciła ją niepewnie i w tym samym momencie ciemność rozstąpiła się. Nagle razem z mamą, znalazły się na środku boiska do siatkówki. Były w jakiejś hali, której Laura nie kojarzyła, ale wystarczył rzut oka na trybuny i już wiedziała, gdzie wylądowały.
– Jesteśmy na Podpromiu, prawda? – zapytała. – Co tu robimy?
– Zaraz ci powiem, tylko najpierw usunęłabym się z boiska, bo zaraz oberwiemy zagrywką.
Miała rację. Dopiero teraz dziewczyna zauważyła, że na parkiecie znajdują się też siatkarze dwóch drużyn, którzy właśnie przygotowywali się do rozegrania akcji.
– Oni nas widzą?
– Nie, ale to nie znaczy, że nie możemy dostać piłką.
Gdy usunęły się na bok, Laura w końcu mogła podsumować to, co widzi. Była na Podpromiu, na meczu Resovii, z drużyną, której nie rozpoznawała. Nie kojarzyła też większości zawodników i trenera.
– To nie jest nasza Resovia – stwierdziła po namyśle.
– Przyjrzyj się uważnie – jej mama uśmiechnęła się chytrze. – Rozpoznajesz zawodnika, który zaraz będzie serwował?
– Zaraz… – Panna Wasilewska zmrużyła oczy i przyjrzała się mężczyźnie. Znała go, na pewno go znała, była pewna, że kojarzy tę twarz, te oczy, ten uśmiech.
Przecież kochała właśnie ten uśmiech.
– To Bartek – wychrypiała słabym głosem.
– A dokładniej Bartek za jakieś dziesięć lat – wyjaśniła kobieta. – Zaraz wykona zagrywkę, dzięki której Rzeszów odzyska mistrzostwo.
Miała rację. Sekundę później Lemański podrzucił piłkę, uderzył w nią mocno, a przeciwnicy mogli tylko patrzeć, jak wpada w boisko.
Wybuchło straszne zamieszanie. Wszyscy cieszyli się, skakali i ogólnie trudno było ogarnąć, co w ogóle się dzieje. Na kilka minut Laura straciła z oczu środkowego, jednak w końcu dojrzała go przy bandach, jak w euforii całował się z jakąś kobietą, której nie widziała dokładnie.
– Mam nadzieję, że to ja – mruknęła pod nosem.
– Oczywiście, że ty, czy gdyby było inaczej, sprowadziłabym cię tutaj – prychnęła jej matka.
– To znaczy, że do przekroczenia granic słodkości i uroczości brakuje tylko moich słodkich dzieci.
– A nie, mała gdzieś się tu kręci, tylko że żywotność ma po tobie i trochę trudno ją namierzyć.
– Mała?
– Nie zadawaj już pytań, musimy zaraz wracać, bo czas mi się kończy – Niespokojnie zerknęła na zegarek. –  To co? Podoba ci się taka wizja przyszłości?
– Oczywiście, że tak – odpowiedziała od razu Laura. – Ja...kurczę, kocham Bartka i chcę żeby to tak wyglądało.
– To super – kobieta klasnęła wesoło. – Tylko zanim zwrócę cię do świata żywych, muszę niestety poinformować, że to, co widzisz, jest tylko jedną z proponowanych opcji. To od ciebie zależy, jak wszystko się potoczy.
– Czyli, co mam zrobić?
– Na razie przeżyj operację, a potem zastanowimy się nad dalszymi krokami. Wracamy? Zaczynam marznąć, tu na Podpromiu zawsze było zimno.
– Nie możemy jeszcze chwilę porozmawiać? Nie widziałam cię tyle lat, stęskniłam się – posmutniała dziewczyna.
– Skarbie – Pani Wasilewska chwyciła dłonie córki i spojrzała jej prosto w oczy. Obraz hali zaczął powoli znikać. – Ja też tęskniłam i cały czas tęsknie. Kochałam cię, kocham i będę cię kochać. Ale czas jaki jest nam dany, jest ograniczony i nic nie mogę zrobić – wzruszyła ramionami. – Hej, popatrz na mnie – uśmiechnęła się i odgarnęła z twarzy Laury zabłąkany kosmyk włosów. – Jestem z ciebie dumna. Zawsze byłam. Już osiągnęłaś sporo i jeszcze daleko zajdziesz. Bartek to dobry chłopak, wierzę, że ci w tym pomoże.
– Oh, mamo, tak strasznie cię kocham – dziewczyna rzuciła się matce w ramiona, z trudem tłumiąc łzy.
– Ja też cię kocham, żabko – kobieta uśmiechnęła się smutno i pogłaskała córkę po plecach. – Ale teraz naprawdę kończy mi się czas, więc wracajmy, dobrze?
– Dobrze – Laura niechętnie pokiwała głową.
W tym momencie wszystko zaczęło gwałtownie znikać. Coraz trudniej docierały do niej kolory, coraz gorzej widziała matkę.
Aż w końcu wszystko zniknęło i znów zapadła ciemność.


Jak widzicie, z drobnym opóźnieniem, ale dodaję kolejny rozdział. Jest on moim zdaniem średni, ale teraz za bardzo nie mam czasu, by się super skupić na blogach, bo za tydzień piszę egzaminy. Mam jednak nadzieję, że wam się podobał i zostawicie po sobie choćby drobny ślad w postaci komentarza. 
A propo komentarzy - chcę podziękować tym, którzy skomentowali poprzednią część. Naprawdę wasze wpisy dały mi ogromnego kopa. 
Zapraszam na nowe opowiadanie o Stephanie Antidze http://littlehopelittlelove.blogspot.com/ Dosyć słodkie i urocze, więc jeśli chcecie się porozczulać, to polecam.
Pozdrawiam
Violin

piątek, 24 marca 2017

Kod 17

Laura przejechała dłonią po lakierze, którym pomalowano niedużą Cesne. Uwielbiała uczucie metalu pod palcami, widok podłużnego kształtu skrzydeł, powolny ruch śmigieł, promienie słońca, odbijające  się od urządzeń w kokpicie.
– A jednak mnie tu zaciągnąłeś – uśmiechnęła się do stojącego obok Bartka. 
– Przecież kochasz samoloty – wzruszył ramionami. – Nie udało mi się zorganizować lotu w nocy, ale w ciągu dnia Warszawa też potrafi być piękna.
– Wiem – wspięła się na palce i pocałowała go szybko. – A gdzie twój kolega? – zapytała, rozglądając się po lotnisku.
– Powinien zaraz przyjść. O, właśnie idzie. 
Miał rację. Kuba niczym dżin, wyłonił się nagle zza jednego z samolotu. Miał tak samo rude włosy i uśmiechał się w ten sam głupkowaty sposób, jak podczas ostatniego spotkania. 
– To co zakochańce? Rozumiem, że kryzys w związku zażegnany i dzisiaj już polecimy? 
– Raczej tak – Leman chwycił dłoń swojej dziewczyny i ścisnął ją mocno. 
– No to na co czekamy? Wsiadamy, póki mamy okienko –  pilot klasnął wesoło.
Zajęli miejsca w maszynie, a Kuba wyprowadził ją na pas. Gdy zaczęli startować, Bartek jeszcze mocniej ścisnął rękę Laury. Sam nie lubił latać, ale był wstanie znieść wszystko, byle tylko zobaczyć wesołe ogniki w jej oczach. 
– Podoba ci się? – zapytał cicho. 
– Nawet nie wiesz, jak bardzo – wtuliła się w jego ramię. – Nadal nie wierzę, że udało ci się to załatwić. 
– Pamiętajcie o mojej drobnej pomocy – odezwał się pilot. – Nie zapomnijcie już o tym, jak będziecie pisać zaproszenia na ślub. Chcę mieć dobre miejsce. 
Obydwoje prychnęli, słysząc słowa kolegi, ale w głowie siatkarza pojawiła się pewna myśl. Jeszcze raz spojrzał na siedzącą obok dziewczynę. Wyobraził ją sobie na ślubnym kobiercu, w białej sukni, z delikatnym welonem na twarzy… 
„Stop! Nie przesadzajmy.” – uspokoił sam siebie. – „Zdecydowanie za szybko o tym myślisz. Jesteśmy przecież parą niespełna trzy miesiące. Kochamy się, ale jesteśmy jeszcze młodzi i…” 
I ona może niedługo umrzeć. 
Mocniej objął ukochaną ramieniem i czule pocałował ją w czoło. Może i miał tylko dwadzieścia lat, był młody i głupi, nie poznał jeszcze życia, ale wiedział, czuł, że to właśnie ona jest kobietą, z którą chce resztę tego życia spędzić. 
– Kiedyś się z tobą ożenię – szepnął, chowając twarz w jej włosach. 
– Trzymam cię za słowo. 
***
- Pomóc ci?
Laura podniosła wzrok znad pakowanej torby. W drzwiach pokoju stał Bartek, co nie było wielkim zaskoczeniem. Ostatnio prawie się nie rozstawali, starając się spędzić ze sobą, jak najwięcej czasu. ­
– Już prawie kończę – odpowiedziała, uśmiechając się delikatnie.
Podszedł bliżej, objął ją w tali i oparł podbródek na jej głowie.
– Musisz tam jechać tak wcześnie – zapytał, przymykając oczy i delektując się zapachem jej włosów.
– Niestety tak –mruknęła smutno. – Chcą mieć pewność, że będę zdrowa w czasie operacji. Nie mogę złapać nawet drobnego przeziębienia.
– Ale będę mógł cię odwiedzać, prawda?
– Oczywiście, ale na specjalnych warunkach ­– roześmiała się nieznacznie, jednak słychać było. Że próbuje ukryć strach i zdenerwowanie.
Nie podobało mu się to. Usiadł na łóżku, a dziewczynę posadził sobie na kolanach, nawet na chwilę nie zwalniając uścisku.
Siedzieli tak przez chwilę, wtuleni w siebie, ciesząc się swoją obecnością. Bartek wiedział, że może minąć wiele czasu za nim znów będzie mógł przytulic ukochaną.
– Pamiętasz, co powiedziałeś w samolocie? – zapytała nagle dziewczyna. – To, że kiedyś się ze mną ożenisz?
– Oczywiście, że pamiętam.
– Mówiłeś wtedy serio, czy tylko żartowałeś?
– Zaraz… chyba to było serio– chłopak nie potrzebował zbyt wiele czasu do namysłu. – Oczywiście raczej nie koniecznie w tym roku, czy w następnym, ale jeśli nagle mnie nie znienawidzisz, to tak, mówiłem serio. Ale skąd w ogóle takie pytanie?
Nic nie odpowiedziała. Zamiast tego ostro wbiła się w usta siatkarza. Całowali się namiętnie i nie minęło nawet kilka minut, a jego palce zaczęły walczyć z zapięciem od jej stanika.
Odpowiedź na swoje pytanie uzyskał, gdy było już po wszystkim, kiedy obydwoje  zmęczeni leżeli wtuleni w siebie.
– Muszę po prostu mieć motywację – szepnęła, sunąc palcem po torsie chłopaka. – Motywację, by przeżyć tę cholerną operację.
 ***
Nie cierpiał szpitali. Idealnie czyste, sterylne pomieszczenia, zapach leków i wszechobecna atmosfera śmierci – to wszystko sprawiało, że chciał, jak najszybciej opuścić budynek. 
Jednak był jeden argument, który trzymał go na miejsce – Laura. 
– Jak się czujesz? –  zapytał, siadając na krześle obok łóżka dziewczyny. 
– Dobrze – odpowiedziała, uśmiechając się słabo. 
– Na pewno? Jesteś strasznie blada, może jednak pójdę po… 
Uniosła nieznacznie dłoń, by przerwać chłopakowi. 
– Wszystko jest okej – szepnęła. – To tylko… to tylko serce… powoli… odmawia mi posłuszeństwa – zamknęła oczy i zaczęła głęboko oddychać, by odzyskać straconą energię. Naprawdę wyglądała bardzo słabo i gdyby nie urządzenia mierzące jej tętno i nieznacznie unosząca się klatka piersiowa, ktoś mógłby pomyśleć, że już nie żyje. 
– Dziś jest pierwszy czerwca, prawda? – jej głos był bardzo cichy, słaby, nawet nie podniosła powiek. 
– Tak – niepewnie odpowiedział Leman. – Dzień dziecka. 
– I możliwe, że ostatni dzień mojego życia. 
– Nie mów tak! – oburzył się gwałtownie. – Przecież doskonale I wale wiesz, że wszystko będzie dobrze. 
– Muszę pogodzić się z myślą, że nie będzie – wzruszyła ramionami. – Za godzinę wyląduję na stole operacyjnym. Będą musieli mnie znieczulić. Możliwe, że zasnę i już się nigdy nie obudzę. 
Bartek tylko pokręcił przecząco głową. Chwycił dłoń ukochanej i ścisnął ja mocno. 
– Dlaczego tak mówisz? – zapytał z wyrzutem. – Myślałem, że znalazłaś już powód by żyć. 
– Bo znalazłem. Miłość, ślub – to normalne życie. Chcę normalne żyć. 
– Ja też tego chcę. Chcę tego z tobą. 
– I właśnie tego się boję. 
– Co? – Leman zupełnie nie rozumiał słów dziewczyny, jej toku myślenia. 
– Dużo o tym myślałam, Bartek. Mamy dwadzieścia lat, jesteśmy parą od kilku miesięcy. Nie pomyślałeś, że jest trochę za wcześnie na takie deklaracje? 
Zamyślił się. Coś w tym było. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie przypuszczałby, że będzie gotów do takich wyznań. Ale wtedy uważał się tylko za dzieciaka, który powoli idzie przez swoje nudne życie. Niby miał wcześnie dziewczyny, ale nigdy nie czuł niczego aż tak poważnego. 
– Wiem, że to brzmi dziwnie – zaczął powoli. – Nieodpowiedzialnie i trochę naiwnie, wieszcz, szczenięca miłość i te sprawy. Ale kurczę, czuję, że to jest to! – uklęknął obok łóżka i delikatnie ujął głowę dziewczyny w swoje dłonie. – Laura, kochanie… tyle już razem przeszliśmy… i wiele jeszcze przejdziemy. Ktoś powie, że to wszystko dzieje się za szybko, ale ja naprawdę… naprawdę tak strasznie cię kocham. I nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Jeśli tylko nie będziesz miała nic przeciwko, to chcę spędzić z tobą resztę życia. 
– Czy mam to uznać za oświadczyny? – zapytał zszokowana. 
– Ja… A niech to, raz się żyje! Tak, właśnie tak! 
Nie wiedziała, co ma powiedzieć. Nigdy by się nie spodziewała, że usłyszy te słowa, aż tak szybko. 
Powoli spojrzała w oczy Bartka. Widziała w nich miłość, prawdziwą, szczerą miłość, której tak strasznie pragnęła. 
Ale mimo wszystko nie miała pojęcia, jak odpowiedzieć. 
Przypomniała sobie słowa, które powtarzała jej matka za nim zmarła. 
– Lepiej spróbować i żałować, niż żałować, że się nigdy nie spróbowało – wyszeptała. 
Kochała Bartka. Chciała już zawsze mieć go obok siebie. Budzić się co rano, wtulona w jego tors, móc po prostu, bez powodu, całować go o każdej porze dnia i nocy. Śmiać się razem z nim, płakać, kłócić o głupoty, cieszyć każdym nadchodzącym dniem. 
Tak strasznie tego chciała. 
– Wyjdę za ciebie – powiedziała stanowczo. – Nie w najbliższym czasie, może za rok, może za dwa, ale kiedyś za ciebie wyjdę. Ale zaraz przyjdą lekarze i cię wygonią. Więc pocałuj mnie. Proszę. Pocałuj mnie ten ostatni raz. 
Pochylił się i pocałował ją czule. Tylko tyle było jej potrzebne do szczęścia. 
– To nie jest nasz ostatni pocałunek. Obiecuję.


Zbliżamy się powoli do końca pierwszej części tego opowiadania. Po niej nastąpi kilku miesięczna przerwa i pewnie wrócę do Bartka i Laury po wakacjach. 
Trochę martwi mnie wasza mała aktywność. Naprawdę każdy, nawet najkrótszy komentarz jest dla mnie ogromną motywacją.  
Mam nadzieję, że rozdział się podobał.
Pozdrawiam
Violin

sobota, 11 marca 2017

Kod 16

To były najgorsze dni w życiu Bartka. Laura nie odbierała telefonu, nie odpisywała na smsy. Próbował złapać ją na uczelni, jak głupi potrafił przez kilka godzin stać przed jej blokiem, byle tylko móc zamienić z dziewczyną choćby parę słów, dowiedzieć się, dlaczego zareagowała tak, a nie inaczej.
Jej jednak nigdzie było. Próbował rozmawiać z trenerem, z Rachel i z Tomkiem, jednak oni też nic nie wiedzieli, albo nie chcieli powiedzieć.
– Co ja mam zrobić, chłopaki? Zrobiłem już chyba wszystko, a nie mogę się od tak poddać – zrezygnowany schował twarz w dłoniach i pochylił się nad stołem. Siedzący pod drugiej stronie Łukasz i Michał, wymienili znaczące spojrzenia.
– Kochasz ją, prawda? – zapytał powoli Łapa.
– Tak, oczywiście, że tak! Nigdy, przy żadnej dziewczynie, nie czułem się tak, jak przy Laurze, ja naprawdę… Wiem, że jesteśmy jeszcze młodzi, że wszystko dzieje się szybko, ale naprawdę nie jestem wstanie sobie bez niej poradzić! – głos środkowego przepełniony był rozpaczą i bezsilnością.  
– A jesteś pewien, że wykorzystałeś wszystkie opcje? – dopytał Michał.
– Chyba tak…
– Próbowałeś się wbić do jej mieszkania? – zaproponował Łapczyński. – To co prawda opcja ostateczna, ale zdecydowanie lepsza niż śpiewanie serenad pod balkonem.
– Jakoś na to nie wpadłem – mruknął Leman. – Ale nie myślicie, że to trochę… nachalne?
– Jak chcesz ją odzyskać, to musisz podjąć drastyczne kroki –  Filip wzruszył ramionami. – A jeśli wyrzuci cię na zbity pysk, będziesz przynajmniej wiedział, że to definitywny koniec.
Bartek nie miał pojęcia, co myśleć o tym pomyśle. Wydawał mu się cokolwiek dziwny, ale czy miał inne wyjście? Tak strasznie zależało mu na Laurze, tak strasznie chciał znów porwać ja w swoje ramiona, pocałować, przytulić i nie wypuszczać już do końca świata. Tęsknił za nią, brakowało mu jej szerokiego uśmiechu, melodyjnego głosu, wesołego błysku w oku. Jeszcze niedawno miał swoje szczęście na wyciągnięcie ręki, a teraz pozostały mu tylko wspomnienia.
Musiał zawalczyć, nie mógł się od tak po prostu poddać.
Wstał gwałtownie od stołu, pożegnał się szybko z przyjaciółmi i z prędkością światła wybiegł w restauracji. Miał mało czasu, wiedział, że musi działać szybko, że albo zrobi to teraz, albo nigdy. Za im się obejrzał stał już przed drzwiami dziewczyny i wahał się, czy zapukać. W końcu jednak uniósł rękę i silnie zastukał w drzwi.
Odpowiedziała mu głucha cisza.
Zastukał jeszcze raz.
Nadal nic.
Zrezygnowany, usiadł na wycieraczce. Najgorsze w tym wszystkim było to, że kompletnie nic nie rozumiał. Gdzie popełnił błąd, co zrobił nie tak, że teraz Laura nie chce go widzieć? Nie był wstanie sobie przypomnieć, kiedy zrobił coś, co sprawiło, że była smutna, że zawiódł.
Nagle drzwi za nim otworzyły się z cichym skrzypnięciem.
– Zamierzasz, tak tu siedzieć cały dzień? – w wejściu, z skrzyżowanymi na piersi rękami i zatroskanym spojrzeniem, stał pan Wasilewski. Bartek podniósł się szybko, prawie przewracając się o własne nogi.
– Ja, przepraszam, naprawdę nie chciałem… – zaczął się niezgrabnie tłumaczyć, ale starszy mężczyzna nawet go nie słuchał. Jedynie przewrócił oczami po czym chwycił chłopaka za ramię i siłą wciągnął do mieszkania.
– Może ty cos wymyślisz, bo ja już zupełnie nie wiem, co się z nią dzieję. Od kilku dni chodzi jakaś taka smutna, przygaszona, prawie nie wychodzi z mieszkania, nie robi nic konkretnego, tylko potrafi wpatrywać się w ścianę i od czasu do czasu wybuchnąć niekontrolowanym płaczem. Jak ją naprawisz, to jestem gotowy nawet poprzeć twoją kandydaturę na ewentualnego zięcia – powiedział, wskazując na drzwi do jednego z pokoi.
Środkowy dopiero po chwili załapał, że cały czas mowa jest o Laurze. Nieźle przerażony tym, co usłyszał ostrożnie i powoli wszedł do pomieszczenia.
Widok, jaki tam zastał, rozerwał jego serce na pół. Jego ukochana Laura siedziała skulona na łóżku i pustym wzrokiem wpatrywała się w ścianę. Miała bladą, ziemistą cerę, podkrążone oczy, a ciemne włosy zatęskniły za szczotką. Ubrana w przyduży, wymięty dres, zupełnie nie przypominała tej samej radosnej dziewczyny, którą widział jeszcze kilka dni wcześniej.
Na drżący nogach podszedł do ukochanej, po drodze chwytając, leżący na fotelu koc. Ostrożnie usiadł obok niej po czym bez wahania szczelnie otulił pledem i przyciągnął do siebie.
Nie zaprotestowała. Drżała niczym w febrze, gdy uspakajająco kołysał ją w przód i w tył, mocno tuląc jej drobne, wychudzone ciało. Nic nie mówiła, nie płakała, jedynie mocno zaciskała paznokcie na jego koszuli, jakby bojąc się, że kiedy puści, on po prostu rozpłynie się w powietrzu.
– Nie odchodź – wyszeptała słabo. – Nie zostawiaj mnie.
– Ci… jestem przy tobie – czule pocałował ją w czoło.
– Bartek, ja… ja tak strasznie przepraszam… przepraszam... ja nie chciałam… – w oczach Laury pojawiły się łzy, głos zaczął się łamać.
– Spokojnie… to nic… już będzie dobrze…
– Nie myśl sobie, że to twoja wina – kontynuowała. – Ja po prostu… po prostu, tak strasznie się boję. Myślałam, że sobie poradzę, że nie dam się pokonać, że podejdę do wszystkiego na spokojnie, że będę walczyć. Ludzie boją się dnia śmierci, ale ze mną miało być inaczej, wierzyłam, że będzie inaczej, że podejdę do wszystkiego z uśmiechem. Ale to mnie przerasta, myśl o końcu niszczy mnie od środka… Zrobiłeś dla mnie tak wiele… Jesteś najwspanialszym chłopakiem, jakiego każda dziewczyna mogła sobie wymarzyć. Dobry, kochający… A ja? Co daję ci w zamian? Tylko patrzenie, jak odchodzę. To boli, to tak strasznie boli… nie chcę byś cierpiał, nie chcę zostawiać cię z rozdartym sercem. Pogodzenie się z zerwaniem jest łatwiejsze, niż pogodzenie się z śmiercią. Myślałam, że tak będzie łatwiej, lepiej…  Ale prawda jest taka, że cię potrzebuję, tak strasznie potrzebuję…. – rozszlochała się na dobre.
Bartek nie miał pojęcia, co powiedzieć, był zszokowany. Nigdy by nie przypuszczał, ze przez cały czas chodziło właśnie o to, o niego.  Gdyby wcześniej zauważył, że w Laurze coś się zmienia, może zdołałby zapobiec całkowitemu załamaniu się dziewczyny. Niestety okres największego jej największego skoku emocjonalnego, przypadał na czas, kiedy chłopak był w Spale.
A to spowodowało, że miał jeszcze większe wyrzuty sumienia.
Delikatnie chwycił głowę ukochanej i ostrożnie odchylił ją do tyłu, by móc spojrzeć w oczy, które tak kochał.
– Ja się nie boję – powiedział stanowczo. – To znaczy… boję się, że coś pójdzie nie tak, że cię stracę. Ale nie boję się tego, co będzie potem. Nie jest to tak straszne, jak świadomość tego, że mógłby spędzić najbliższe dni z dala od ciebie – uśmiechnął się i czule pocałował ją w czoło.
– Znów to robisz – prychnęła. – Znów jesteś tak cholernie idealny. I co ja mam z tobą zrobić? – teraz to ona pocałowała jego.
– Po prostu mnie kochaj – wzruszył ramionami. – Tak, jak ja po prostu kocham ciebie. 


Mamy kolejny rozdział, choć moja wena zrobiła sobie wakacje. Baz mojej zgody! Mam jednak nadzieję, że jej to wybaczycie i zostawicie po sobie choćby mały ślad. Wtedy pewnie wróci wcześniej. 
Pozdrawiam
Violin
Szablon wykonany przez Melody